 |
Izabela Filipiak
Jest autorką zbiorów opowiadań "Śmierć i spirala" (1992) i "Niebieska menażeria" (1997), powieści "Absolutna amnezja" (1995), podręcznika "Twórcze pisanie dla młodych panien" (1999) oraz tomu poezji "Madame Intuita" (2002), a także tekstów krytycznych, recenzji literackich, esejów i dramatów. Ostatnio opublikowała (polecamy): powieść pt. "Alma" i "Kulturę obrażonych" .Publikowała m.in. w "Kresach", "Katedrze", "Arkuszu", "Res Publice Nowej", "Ex Librisie" i "Gazecie Wyborczej". Mieszka nad Zatoką San Francisco.
Fragmenty nowej książki Izabeli Filipiak, poświęconej Marii Komornickiej, można przeczytać w dziale "Wydarzenia artystyczne". Zapraszamy. |
GORĄCZKA – 4-06-2005 17:00:57

W ten sam czwartek wieczorem wybieram się na wykład Kitlińskiego w CSW. Zaczyna się od Joli Lothe, ubranej w dekadencką czerń, suknię z czarnej koronki, która czyta, interpretuje refleksję Kitlińskiego o Wojnarowiczu. Pamiętam z Nowego Jorku tego zmarłego artystę z jego ostatniej wystawy, ostatnich performance. Pamiętam, jak mu współczułam i jak nie było żadnej stosownej możliwości, żeby mu o tym powiedzieć. Jak nie godziłam się na tę niesprawiedliwość, która spotkała go ze strony ówczesnych decydentów od kultury natchnionych przez religijnie zwichrowaną Ligę Amerykańskich Rodzin. Po co komu była ta przykrość, która naznaczyła ostatnie lata umierającego na AIDS artyście? Który, jak się zdaje, w ogóle nigdy nie miał lekkiego życia. Kitliński też, o ile rozumiem, po latach nie godzi się na tę dynamikę wykluczenia, z której przykrość owa musiała wyniknąć, sympatyzuje z Wojnarowiczem, powołuje się na Kristevą. Jola Lothe, Kristeva, Kitliński lubi muzy. Jego prezentacja to właściwie nieustające performance. Jest błyskotliwy, olśniewający, zabawny. Zaprasza do stołu Pawła Leszkowicza, który ma być logicznym kontrapunktem, ale zaraża się jakoś błyskotliwością Kitlińskiego. Obaj są doskonali, partnerzy w życiu i pracy. Kitliński rozkosznie pławiący się w słowach i własnej cielesności, przybierający na wadze i już trochę misiowaty, i Leszkowicz, oszczędny w swej ekpresji, wychudzony, wysoki i pochylony trochę jak paragraf, ascetyczny.
Spotykam się tam z Agatą, której nie widziałam od dawna, którą poznałam jako dziewiętnastolatkę o niezliczonych pomysłach, która teraz kończy studia z filozofii, pracuje w biurze Środy. Tak jak ja, jest zachwycona Kitlińskim. Chcemy ich porwać, zaprosić na wieczór, a oni mają jeszcze do podpisania umowę, czekamy więc na nich w Quchni Artystycznej na tyłach Zamku, która jest dla nas za droga. Czekamy. czekamy. Aż zjawia się ciemnowłosa osoba, żeby nam powiedzieć, że powinnyśmy poczekać następne pół godziny, bo Paweł i Tomek pojechali do hotelu. Do hotelu? Pojechali? Jak długo może to zająć? Zależy od tego, czy szybko przyjedzie ich autobus. Agata sięga po niesłychane elektroniczne urządzenie, łączy się z internetem, znajduje numer telefonu do tego hotelu, który z opisu wyglądał na ich hotel, zostawia wiadomość. Bierzemy taksówkę i zmierzamy w stronę Czułego Barbarzyńcy. Kitlińscy i Leszkowicz nigdy tam nie dojadą. Może to nie był ten hotel. Wcześniej po raz ostatni raz widziałam ich w Paryżu, w listopadzie 2004, na konferencji o wykluczeniu i mniejszościach.
Konferencja o mniejszościach, gniazdo os unoszące się nad Paryżem. Jakieś napięcie, nie zawsze pozawerbalne i atmosfera nieustającej przemocy. Przy sobie noszę plastykową piersiówkę koniaku i dzięki temu mogę ją przeżyć. Na śniadanie, podobnie na obiad. I przed kolacją. Nie jestem nietrzeźwa, Boże broń, tylko immunizowana. Pojechałam już na podobną konferencję do Zurichu, kilka lat wcześniej. Tam zestaw był bardziej feministyczny, ale atmosfera podobna. Momentalnie się pochorowałam, chodziłam potem z bólem głowy siąpiąc katarem i po co? Z koniakiem lepiej. A zatem Paryż. Linie konfliktów i pragnień rozkładają się rozmaicie, z większości z nich nie zdaję sobie sprawy odbieram tylko (lecz nie zanadto, dzięki koniakowi) ich energię. Są tu młodzi i starsi badacze, ciekawe indywidualności, zajmujący się zjawiskami i postaciami granicznymi, które lubię. Krysia Kłosińska przyjechała zaprezentować Zapolską, a tu na miejscu jest paryska badaczka, która też zajmuje się pisarką, a dokładnie jej pobytem paryskim. Od dziesięciu lat. "To dłużej, niż Zapolska była w Paryżu", zauważam, a Krysia przez chwilę jest zachwycona. A jednak sprawa jest poważna. Paryska badaczka okazała się być przyjazdem Krystyny urażona. Poczuła się pominięta. Rozmawiają jednak, a ja przyglądam się w oniemiałym podziwie, jak elegancko Krystyna rozbraja ten niewypał. Z młodszych badaczy przyjechał Iks, a ponieważ go lubię, więc z początku nawet nie zauważam, że w tym względzie należę do mniejszości. Dlaczego? Zostaje mi to wyjaśnione: Iks ściąga z cudzych artykułów i umieszcza cudze myśli w swojej pracy bez adekwatnie zaznaczonych cytatów. Ale on jest młody, może się nauczy, może trzeba wyjaśnić to jakoś, porozmawiać? Nie, takiej możliwości nie ma. Wyrok już zapadł, nie zapyta oskarżonego o zdanie. Egzekucja zaś polega na tym, że w ogóle nikt z zainteresowanych nie rozmawia z Iksem.
Wystąpienie Iksa przyjęte zostaje z nonszalanckim chłodem. Nie można mu wszak gratulować. Ponieważ Iks jest współautorem książki, następnego dnia trzeba pochwalić nieobecnego współautora, którego Iks chciał na pewno wygryźć, pominąć. Badacze kwestii wykluczenia, uczestnicy tego samosądu nie przyjmują do wiadomości, że mogliby popełnić błąd. Nie, oni są bezbłędni, mają rację, której Iksowi brak. Czy Iks rzeczone przewinienia naprawdę popełnił? Może popełnił, a może nie popełnił, może z jego strony wyglądało to zupełnie inaczej, ale o tym nikt się nie dowie, bo na bezpośrednią konfrontację Iksa (na oskarżenie go wprost, na wysłuchanie jego wersji tej historii) nie ma miejsca. To, że sędziami Iksa stają się jego dotychczasowi idole, badacze których podziwiał, wielbił i pragnął zasłużyć na ich uwagę, jeśli nie szacunek (dla swej pracy, w końcu), jest poza kwestią. Coś podobnego? To byłoby najwyżej śmieszne. Ale jaki powinien być efekt, wynik tych działań? Jaki skutek przyniósłby tym dość inteligentnym przecież ludziom satysfakcję? Iks nie wie, z jakiego powodu jego prześladowcy izolują go na paryskiej konferencji. Zostaje mu wyznaczone zadanie: on powinien ten powód odgadnąć, domyśleć się. To część kary. A jeśli nie zgadnie, nie domyśli się, nie będzie wiedział, jakich to swych przewinień ma żałować? Wtedy będzie cierpiał za brak domyślności. Jaki wynik, jaki efekt kary satysfakcjonowałby egzekutorów? Czy wystarczyłoby załamanie nerwowe, czy Iks powinien walnąć się o ścianę, a może powiesić na klamce? Tam, gdzie wina, tam musi być kara, oczywiście. A wina Iksa jest widocznie wielka, ale po każdej karze, jak uczy nas Dostojewski, powinno nastąpić odkupienie. Ale nie w tej narracji. Tu na odkupienie nie ma szans. Bo czy egzekutorzy powiedzą kiedyś "dość"? Czy kiedykolwiek jeszcze będą rozmawiać z Iksem, powiedzmy, na następnej konferencji, czy skazali go już na dożywocie? Zapewne, nie będą. Nabrałam wręcz poczucia, że ich złość na Iksa jakby nie ustaje. Chociaż podpowiada mi to raczej intuicja, niż jakieś fakty. Nie może być inaczej. Inaczej musieliby przyznać, że postąpili niesłusznie. Jakże to, oni? Badacze kwestii mniejszości, kwestii wykluczenia? Odmówiłam udziału w szczuciu Iksa. Co więcej, porozmawiałam z nim i w ten sposób mógł się dowiedzieć, o co został "oskarżony". O ile rozumiem, zakłóciłam w ten sposób przebieg kary. A jednak szczerze wątpię, by którykolwiek z egzekutorów mógł pomyśleć, iż kierowały mną jakiekolwiek etyczne przesłanki. Raczej kaprys, frywolność. Może Iks był moim niewolnikiem? Może miałam jakieś własne interesy związane z chęcią zachowania go przy życiu? Na pewno to, nic innego.
Ale tak naprawdę nie chciałam tego wszystkiego opowiadać (wiem, opowiedziałam, w ten sposób będę mogła ten materiał jeszcze kiedyś wykorzystać). Chciałam tylko powiedzieć, iż było dla mnie jednak pewnym szokiem odkrycie, że "młodzi badacze" i to zajmujący się niekonwencjonalnymi dziedzinami, które mnie samą zajmują, nie zachowują się wcale inaczej od "starych badaczy". Tych, których przy okazji obrony mej pracy doktorskiej jakoś niespodziewanie osobiście poznałam.
Pamiętam, jak przyjechałam do Nowego Jorku w 1987 roku. Zobaczyłam tam środowisko nie wykształconych Polaków, wynajmujących się do sprzątania wieżowców. Ci ludzie często mieli skończoną najwyżej dwuletnią szkołę zawodową. Ale zachowywali się całkiem podobnie. Nieustające intrygi. Walki o to, kto ma dostać lepsze do sprzątania piętro.
Gdy w Czułym Barbarzyńcy rozmawiamy z Agatą o tej ogólnej, wzmożonej jakby narodowej nerwowości, o wzmożonej potrzebie równania do średniości i wygryzania potencjalnych nawet konkurentów, o tym, jak te tendencje stają się nieuniknione, żyją za nas, czyli mieszkańców Polski i żywią sie nami, mówię w końcu: "No tak, ale co?" To jest podobno jakaś częsta moja odpowiedź. Nie zauważyłam jej dotąd.
|
POWRÓT – 20-06-2005 23:23:34
 Martwi mnie tylko, że nawet historia naszych latyfundiów nie rozwiązała się ani nie domknęła i że to wszystko będzie trwać, nie da się ani odłoży...więcej ››
|
INTERCITY KRAKóW-WARSZAWA – 13-06-2005 14:14:14
 Dworek Białoprądnicki, cóż to za zjawisko! Dworkowe ganki wśród zielonej ciszy. Niewyspana, ale uspokojona, bo do południa zdążyłam się już w dużej cz...więcej ››
|
PARADA – 13-06-2005 14:11:51

My, Duńczycy, jesteśmy dumni z tego, że ludzie należący do mniejszości czują się wśród nas dobrze. Tak mówił miły pan Duńczyk na konferencji m...więcej ››
|
NIE JESTEM NA LIŚCIE – 13-06-2005 14:02:14
 Piątek, w biegu kupuję Halince fiszki do nauki angielskiego poziom trzeci, a potem wpadam do PANu, dowiedzieć się, czy to, co zostało, mogę spłacić w ...więcej ››
|
SŁYSZAŁEM – 11-06-2005 20:44:12
 W pociągu do Gdyni (ostatnim w środę, żeby zdążyć na czwartek) telefonuję do Karoliny, mojej młodszej agentki, żeby domówić się w kwestii czytania w p...więcej ››
|
ZĄBKI – 11-06-2005 18:48:22

W poniedziałek kanał Kultura, wieczorem jadę do Sosnowca, we wtorek rano Uniwersytet Śląski, wieczorem Kraków, Bunkier sztuki, w środę dentyst...więcej ››
|
ŚWIĄTYNIA – 5-06-2005 21:46:33
 Jest środek nocy, a ja zmierzam do Utopii. Zamiary mam poznawcze: klub jest modny, zarazem selektywny, wchodzi się na zaproszenia, albo po znajomości,...więcej ››
|
GORĄCZKA – 4-06-2005 17:00:57
 W ten sam czwartek wieczorem wybieram się na wykład Kitlińskiego w CSW. Zaczyna się od Joli Lothe, ubranej w dekadencką czerń, suknię z czarnej koronk...więcej ››
|
OPOWIADANIE – 4-06-2005 15:16:46
 Zaczynam się niepokoić, nie zdążę. Czego nie zdążę? Nie zdążę pojechać do archiwum w Kutnie, przeczytać wszystkich rękopisów w archiwum na Krzywym Kol...więcej ››
|
SOPOT – 23-05-2005 19:24:07
 Jako że nie pojechałam do Torunia, mogłam spotkać się z Nataszą Goerke. Nie rozmawiałyśmy wiele, ale przecież narozmawiałyśmy się już tyle w przeszłoś...więcej ››
|
BLOG – 23-05-2005 19:12:48
 Myślałam, że nikt tego nie czyta, nie zagląda, bo i po co? Ja w każdym razie nie czytałam. Zapisywałam tylko, nie czytałam ponownie, a to, c...więcej ››
|
NADZIEJA – 19-05-2005 23:10:39
 Niedoszły Toruń oczywiście. Zdecydowałam się nie pojechać, a teraz mogę analizować. Otóż najpierw uczyniłam tak dlatego, że nie zapisałam w pamięci ko...więcej ››
|
NAUCZANIE – 19-05-2005 01:02:40
 Już środa, zgodziłam się zastąpić Agatę Tuszyńską na zajęciach z biografii, opowiadam więc o tym, co mam pod ręką, o Marii Komornickiej, o zbieraniu m...więcej ››
|
ODLICZANIE – 18-05-2005 11:07:09
 Wracam z Katowic w niedzielę, momentalnie kładę się do łóżka z książką i rozmyślam, że owszem, miłe to wszystko, zadbana jestem, zapraszana, karmiona,...więcej ››
|
PRZYJEMNOŚĆ – 18-05-2005 10:31:19
 Przyjemność zaczyna się w Krakowie, może nie od razu, ale na godzinę przed spotkaniem, na schodach (chcę pójść na miasto? nie, raczej do mojego niezmi...więcej ››
|
KOINCYDENCJA – 12-05-2005 16:36:37
 "Czy idziesz na wystawę w CSW w czwartek?" Chodzi o wystawę pt. Kobieta, przygotowaną pod patronatem Marii Janion. "Nie", odpowiadam Bożence U. "A cze...więcej ››
|
CZYTANIE – 12-05-2005 13:22:00
 Kto by pomyślał, że tyle talentów w nas się kryje, moi wydawcy czytają jak urodzeni aktorzy, Ela Manthey, agentka teatralna w końcu, ma przed sobą tru...więcej ››
|
MIEJSCE – 12-05-2005 12:44:28
 Już dwie osoby zwierzyły mi się, że one też "stanęły przed podobną decyzją", ale innego dokonały wyboru. Wyboru! Tak mówi M. znad filiżanki herbaty: "...więcej ››
|
WIEK – 8-05-2005 05:28:54
 Jest rok 1996, występuję (wciąż boję się wtedy jeszcze kamery) w programie pod ckliwym tytułem "Skąd ta wrażliwość?" Gdzieś w środku nagrania, gdy roz...więcej ››
|
NOC – 8-05-2005 04:43:53
 Miało być to łagodne przejście i ostatnim razem, rok temu, tak było. Stworzyłam sobie wtedy naprędce teorię, że dziewięciogodzinna zmiana czasu jest i...więcej ››
|
ŁÓDŹ – 7-05-2005 20:08:25
 Książki zjawiają się na piętnaście minut przed moim wyjściem do pociągu. Spodziewałam się - owszem, można powiedzieć, że nawykłam i dlatego na p...więcej ››
|
LOTNISKO – 7-05-2005 19:34:47
 Nie było tak źle, naprawdę, jak na 20 godzin podróży, czuję się całkiem znośnie. Odwieziona przez K. trafiam do Bożenki U., odebrać swoją kołderkę. A ...więcej ››
|
SAMOLOT – 2-05-2005 09:26:32
 Nie umiem pisać bez cenzury. Cenzura dobrze mi akurat robi. Buduje dystans. Zmusza do poprawek. Ale co tam - raz na ludowo - może nie tyle warto sprób...więcej ››
|
|
|
|