strona główna Poniedziałek, 6 września 2010 
strona główna
szukaj
  Bez cenzurylogowanie  

Izabela Filipiak

Jest autorką zbiorów opowiadań "Śmierć i spirala" (1992) i "Niebieska menażeria" (1997), powieści "Absolutna amnezja" (1995), podręcznika "Twórcze pisanie dla młodych panien" (1999) oraz tomu poezji "Madame Intuita" (2002), a także tekstów krytycznych, recenzji literackich, esejów i dramatów. Ostatnio opublikowała (polecamy): powieść pt. "Alma" i "Kulturę obrażonych" .Publikowała m.in. w "Kresach", "Katedrze", "Arkuszu", "Res Publice Nowej", "Ex Librisie" i "Gazecie Wyborczej". Mieszka nad Zatoką San Francisco.
Fragmenty nowej książki Izabeli Filipiak, poświęconej Marii Komornickiej, można przeczytać w dziale "Wydarzenia artystyczne". Zapraszamy.
ŚWIĄTYNIA – 5-06-2005 21:46:33


Jest środek nocy, a ja zmierzam do Utopii. Zamiary mam poznawcze: klub jest modny, zarazem selektywny, wchodzi się na zaproszenia, albo po znajomości, a ambitni nieszczęśliwcy pozbawieni tychże muszą stać przed bramką i czekać, aż zostaną wyselekcjonowani. Dojeżdżam taksówką, w deszczu i znajduję Roberta, wchodzimy razem. Lubię Biedronia, jest sensowny i pracowity. Ludzie, którzy nigdy nie stworzyli czegoś z niczego, nie napisali książki, nie zbudowali domu, nie zainicjowali społecznej akcji nie są w stanie wyobrazić sobie, ile wysiłku to wymaga, nie tylko zainicjowanie, bo to jeszcze najłatwiejsze, ale utrzymanie tego przy życiu. Ale oto i jesteśmy w środku, wyraziste kolory, jasne wnętrza, za godzinę nie będzie można już tego docenić, wnętrze zniknie, widać będzie tłum. Tymczasem zdołam dostrzec jeszcze przystojnych kelnerów. Wypatruję też kobiet i są nieliczne, bardzo eleganckie, ale w konwencjonalny, właściwie potulny sposób. Siedzących na błękitnej leżance dostrzega nas Kristian z Le Madame: "A cóż to za niezwykła para!" Robert: "Kochamy się, ale musimy ukrywać naszą miłość." To jest gejowski klub, najlepszy, na jaki stać Warszawę. Ludzie, którzy tu przychodzą, za dnia prowadzą heteroseksualne życie, niektórzy mają śluby, rodziny, dzieci, nie afiszują się. Stać ich na to, żeby zaszaleć w Utopii w sobotnią noc. Gdy po godzinie wracamy do sali z didżejem, parkiet już zapełniony, a muzyka huczy. Wkładam koreczki do uszu, wciąż mogę słyszeć dźwięki i rozmowy, tylko poziom hałasu się obniża do zniesienia. Młodzi mężczyźni ruszają się w rytm muzyki, ale ich twarze pozostają nieruchome, plecami do ściany, nieznacznie obserwują i są obserwowani. Ktoś uśmiecha się naprzeciw mnie, co za ulga. Młoda dziewczyna, ubrana z hiphopową antyelegancją. "Chyba jesteś podrywana". Wiem, ale co się w takim razie robi? Co robią ludzie w miejscu, w którym zasadniczo nie mogą ze sobą rozmawiać? Nadają sygnały Morse'a, ograniczają się do kilku oszczędnych gestów, czy jest tu jakiś kod, którego nie znam? Młodzi mężczyźni za moimi plecami całują się bez zobowiązań. Hiphopowe dziewczę jest wciąż tuż obok, na parkiecie. Taki kontakt wzrokowy może trwać przez całą noc, zauważam. "Tak," mówi Robert oszczędnie. Nie mamy całej nocy, Robert ma szkołę, ja też chcę się obudzić w miarę wcześnie i napisać notę dla wydawców. Czuję się tylko w obowiązku, by się pożegnać z uśmiechniętą nieznajomą. "Mój przyjaciel wstaje wcześnie, a ja jestem nieśmiała." Znów na deszczu. "Naprawdę jej to powiedziałaś?" Wzruszam ramionami i zdaję sobie sprawę, że to naprawdę było coś, a good line. "A co ona powiedziała?" "Różne miłe rzeczy." Powiedziała, że czytała różne moje kawałki w prasie i że w związku z tym, co i jak piszę, nie powinnam nigdy być nieśmiała. Co, oczywiście, wystarczyło, żeby mnie dokumentnie zbić z tropu. A myślałam, że chodziło o moje piękne, anonimowe oczy. "Czy na pewno nie chcesz zostać?" Wsiadam do taksówki, a chwilę potem dzwoni Robert. Taksówkarz znalazł portfel, już jedzie, żeby mi go oddać. Ale ja nie zgubiłam portfela. Jacy wszyscy jesteśmy uczciwi!

W niedzielę zatem, w radosnym nastroju piszę tę notę dla wydawców. Zdążę się wykąpać, ubrać z popołudniową elegancją i bieżę poznać Marię Bojarską. Jakże ona mnie ciekawi! Max i Joanna w tej konfiguracji to zaledwie osoby towarzyszące. Mam wrażenie obcowania z osobą niezwykle delikatną. Tak bardzo, że aż mgielną, niewyrazistą. Konieczność wyboru czegokolwiek, rodzaju potrawy, dodatków, ryżu, czy warzyw, wprawia ją w zakłopotanie. Zachęcamy ją do zamówienia warzyw, a przecież ona nie chciała warzyw, ale dobrze, mówi i rezygnuje z frytek, czy nie mogłaby po pół tego i pół tego? Nie, już wybrała. "Chyba coś zrobiłyśmy", mówię do Joanny. Mam wrażenie, że nam ustąpiła, a potem powiedziała sobie, że tak będzie dobrze, że zdrowo. Jeszcze idziemy na spacer do parku, a tam majówka, Joanna kupuje cukrową watę. Wracamy obok cerkwi, a mnie ogarnia żal, że przechodzę tędy codziennie, a jeszcze nie zajrzałam do środka. Siostry B. wychowały się tuż obok cerkwi i właśnie Maria opowiada, że raz, zapytana przez góralkę do jakiego chodzi kościoła, w popłochu odpowiedziała: Do cerkwi... A ta dobra kobieta odrzekła, że nieważne, do jakiego się chodzi, ważne, żeby chwalić Pana... Mówię do widzenia Maxowi i Joannie i zakręcam, szukam wejścia do cerkwi, która złoci się na tle nawet teraz, w czerwcu, szarej Pragi, wygląda jak zamek z bajki. Może będzie jeszcze otwarte, żebym mogła chociaż zwiedzić, popatrzeć. A tam akurat zaczyna się nabożeństwo. Jeszcze nie widać popów, słychać tylko męskie śpiewy, które zdają się dobiegać zza pozłacanych drzwi, zza ikon. Do czasu, aż się przemieszczę i zobaczę skupionych między kolumnami chórzystów. Ten śpiew jest tak cyzelowany, tak niesłychanie piękny, że przez chwilę pragnę już tylko słuchać go przez resztę życia. Patrzę na złocone ściany, na lampki oliwne zapalone przed ikonami i myślę o tym, jak niechętnie mieszkańcy Warszawy spoglądali na te cerkwie w 19. wieku, bo to było dzieło zaborców, to się nie mogło podobać. Cerkiew szybko się zapełnia, ludzie ciągle dochodzą. Żegnają się z namaszczeniem, wprawnie, kupują długie świece. Tylu prawosławnych w Warszawie, kto by pomyślał i po niczym ich nie można poznać.






KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
[ dodaj swój komentarz ]


POWRÓT – 20-06-2005 23:23:34

Martwi mnie tylko, że nawet historia naszych latyfundiów nie rozwiązała się ani nie domknęła i że to wszystko będzie trwać, nie da się ani odłoży...więcej ››

INTERCITY KRAKóW-WARSZAWA – 13-06-2005 14:14:14

Dworek Białoprądnicki, cóż to za zjawisko! Dworkowe ganki wśród zielonej ciszy. Niewyspana, ale uspokojona, bo do południa zdążyłam się już w dużej cz...więcej ››

PARADA – 13-06-2005 14:11:51

  My, Duńczycy, jesteśmy dumni z tego, że ludzie należący do mniejszości czują się wśród nas dobrze. Tak mówił miły pan Duńczyk na konferencji m...więcej ››

NIE JESTEM NA LIŚCIE – 13-06-2005 14:02:14

Piątek, w biegu kupuję Halince fiszki do nauki angielskiego poziom trzeci, a potem wpadam do PANu, dowiedzieć się, czy to, co zostało, mogę spłacić w ...więcej ››

SŁYSZAŁEM – 11-06-2005 20:44:12

W pociągu do Gdyni (ostatnim w środę, żeby zdążyć na czwartek) telefonuję do Karoliny, mojej młodszej agentki, żeby domówić się w kwestii czytania w p...więcej ››

ZĄBKI – 11-06-2005 18:48:22

  W poniedziałek kanał Kultura, wieczorem jadę do Sosnowca, we wtorek rano Uniwersytet Śląski, wieczorem Kraków, Bunkier sztuki, w środę dentyst...więcej ››

ŚWIĄTYNIA – 5-06-2005 21:46:33

Jest środek nocy, a ja zmierzam do Utopii. Zamiary mam poznawcze: klub jest modny, zarazem selektywny, wchodzi się na zaproszenia, albo po znajomości,...więcej ››

GORĄCZKA – 4-06-2005 17:00:57

W ten sam czwartek wieczorem wybieram się na wykład Kitlińskiego w CSW. Zaczyna się od Joli Lothe, ubranej w dekadencką czerń, suknię z czarnej koronk...więcej ››

OPOWIADANIE – 4-06-2005 15:16:46

Zaczynam się niepokoić, nie zdążę. Czego nie zdążę? Nie zdążę pojechać do archiwum w Kutnie, przeczytać wszystkich rękopisów w archiwum na Krzywym Kol...więcej ››

SOPOT – 23-05-2005 19:24:07

Jako że nie pojechałam do Torunia, mogłam spotkać się z Nataszą Goerke. Nie rozmawiałyśmy wiele, ale przecież narozmawiałyśmy się już tyle w przeszłoś...więcej ››

BLOG – 23-05-2005 19:12:48

Myślałam, że nikt tego nie czyta, nie zagląda, bo i po co? Ja w każdym razie nie czytałam. Zapisywałam tylko, nie czytałam ponownie, a to, c...więcej ››

NADZIEJA – 19-05-2005 23:10:39

Niedoszły Toruń oczywiście. Zdecydowałam się nie pojechać, a teraz mogę analizować. Otóż najpierw uczyniłam tak dlatego, że nie zapisałam w pamięci ko...więcej ››

NAUCZANIE – 19-05-2005 01:02:40

Już środa, zgodziłam się zastąpić Agatę Tuszyńską na zajęciach z biografii, opowiadam więc o tym, co mam pod ręką, o Marii Komornickiej, o zbieraniu m...więcej ››

ODLICZANIE – 18-05-2005 11:07:09

Wracam z Katowic w niedzielę, momentalnie kładę się do łóżka z książką i rozmyślam, że owszem, miłe to wszystko, zadbana jestem, zapraszana, karmiona,...więcej ››

PRZYJEMNOŚĆ – 18-05-2005 10:31:19

Przyjemność zaczyna się w Krakowie, może nie od razu, ale na godzinę przed spotkaniem, na schodach (chcę pójść na miasto? nie, raczej do mojego niezmi...więcej ››

KOINCYDENCJA – 12-05-2005 16:36:37

"Czy idziesz na wystawę w CSW w czwartek?" Chodzi o wystawę pt. Kobieta, przygotowaną pod patronatem Marii Janion. "Nie", odpowiadam Bożence U. "A cze...więcej ››

CZYTANIE – 12-05-2005 13:22:00

Kto by pomyślał, że tyle talentów w nas się kryje, moi wydawcy czytają jak urodzeni aktorzy, Ela Manthey, agentka teatralna w końcu, ma przed sobą tru...więcej ››

MIEJSCE – 12-05-2005 12:44:28

Już dwie osoby zwierzyły mi się, że one też "stanęły przed podobną decyzją", ale innego dokonały wyboru. Wyboru! Tak mówi M. znad filiżanki herbaty: "...więcej ››

WIEK – 8-05-2005 05:28:54

Jest rok 1996, występuję (wciąż boję się wtedy jeszcze kamery) w programie pod ckliwym tytułem "Skąd ta wrażliwość?" Gdzieś w środku nagrania, gdy roz...więcej ››

NOC – 8-05-2005 04:43:53

Miało być to łagodne przejście i ostatnim razem, rok temu, tak było. Stworzyłam sobie wtedy naprędce teorię, że dziewięciogodzinna zmiana czasu jest i...więcej ››

ŁÓDŹ – 7-05-2005 20:08:25

Książki zjawiają się na piętnaście minut przed moim wyjściem do pociągu. Spodziewałam się  - owszem, można powiedzieć, że nawykłam i dlatego na p...więcej ››

LOTNISKO – 7-05-2005 19:34:47

Nie było tak źle, naprawdę, jak na 20 godzin podróży, czuję się całkiem znośnie. Odwieziona przez K. trafiam do Bożenki U., odebrać swoją kołderkę. A ...więcej ››

SAMOLOT – 2-05-2005 09:26:32

Nie umiem pisać bez cenzury. Cenzura dobrze mi akurat robi. Buduje dystans. Zmusza do poprawek. Ale co tam - raz na ludowo - może nie tyle warto sprób...więcej ››






[ wstecz | strona główna ]

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, zapisz się na listę:    Imię: E-mail: