strona główna Czwartek, 29 lipca 2010 
strona główna
szukaj
  Archiwum talentów

 Imię
 Ewa

 Nazwisko
 Parma

 ur.
 1961

Anglistka, poetka, wielbicielka karkonoskich szlaków, poezji Czeslawa Miłosza i celtyckich klimatów w muzyce Enyi.
Uważa, że bycie poetą jest jak bycie alkoholikiem: jest się nim zawsze, nawet jeśli się nie pisze - aż do chwili, gdy znów przychodzi ta przemożna ochota, by coś skrobnąć, bo przecież kto nie pisze - nie żyje... Debiutowała w roku 1987 w "Tak i Nie". Publikowała wiersze, prozę, eseje i tłumaczenia poezji amerykańskiej m.in. w "Poezji", "Literaturze", "Czasie Kultury", "Śląsku", "Młodej Sztuce" i w antologii młodej poezji dolnośląskiej "Imiona istnienia". Jej wiersze przetłumaczone na język angielski znalazły się w kilku amerykańskich magazynach literackich. Wydała tomik "Tylko dla modliszek".W przygotowaniu kolejny tomik wierszy.
KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
[ zobacz komentarze (3) ]  [ dodaj swój komentarz ]
OPINIE


W tych wierszach przeszłość przeplata się z rzeczywistością, literatura z życiem, wrażliwość z brutalnością. Ewa Parma pisze o miejscu bez właściwości, ale też tworzy czas bez właściwości. Czas, który był i który jest jednym. Być może gdyby iść dalej, można by za Musilem wierszami Ewy opowiedzieć też o człowieku bez właściwości. Bo Ewa ma oko reportera i wrażliwość poety. Nie jest współczująca. Jest empatyczna. Opowiadając o Virginii Woolf, opowiada o sobie. Dla nas Ewę Parmę odkryła Marta Fox.

PARNAS.PL

TWÓRCZOŚĆ


Własny pokój

Siedzimy razem z Iris i Virginią,
pijemy gin z tonikiem,
w szklankach żeglują listki
świeżej mięty, wirują płatki cytryny
Więc jak to jest z tym własnym pokojem,V.?
Brakuje nam go jak cholera, co?
Na szczęście jest jeszcze taras
z poranną kawą i widokiem
na stary kasztan. Wszystkie
okoliczne dzieci wychowały ię
pod nim. Teraz moje.
Jednak to nie to samo,
co własny pokój z biurkiem,
zaludniony duchami Wielkich Nieobecnych
i magicznym szelestem papieru.
Tak, człowiek głupieje wśród nadmiaru
rzeczy i spełnionych marzeń, Iris.
Dźwięki fortepianu w sąsiednim domu
dochodzą jak z innego świata,
a wy nawet nie wiecie, jak to jest
walczyć o skrawek czasu dla siebie.
Wy, z waszymi Leonardem i Johnem
serwującymi wam kawę w angielskich
domach. Czekające na popołudniowe
spotkania z artystyczną śmietanką
Oxfordu i Londynu.
Tutaj rozmowy toczą się od płotu
do płotu, pomiędzy kurami i krzakami
czarnej porzeczki, a Mrs.Dalloway,
Mme Bovary, Mrs.Robinson
raczej cicho wejdą w nałóg
niż wykrzyczą swoje szaleństwo
wśród listków mięty,
płatków cytryny
16.06.2002.



Sati

Kiedy ona idzie ulicą
psy gryzą wściekle jej łydki
w czarnych pończochach
a mężczyźni w dżinsach
przecierają zmęczone oczy
blaskiem jej szminki
- ona niebezpiecznie
pachnie mężczyzną
i nic nie jest w stanie
powstrzymać jej bioder od swingu
który przyśpiesza rytm kroków
na rozgrzanym jej stopą chodniku
i z cichą furią łaskocze
ciemny zarost na czyichś policzkach
Kiedy ona idzie ulicą
niebo schodzi o piętro niżej
narkomani mają odlot bez strzykawek
panie domu wypuszczają z rąk torby
by przeżegnać się mściwie-żarliwie
i każdy czuje na plecach
ognisty miecz archanioła
kiedy ona idzie ulicą
płonącą pod jej stopami jak stos sati
kiedy ona idzie ulicą do diabła
by odebrać mu swego mężczyznę



Imię Róży

Johnny była królową Boogie Street
nikt tak nie rozgrzewał marynarzy
za drobną opłatą
nikt tak nie dogadzał
niespełnionym poetom kochankom
łotrzykom obojga płci
Johnny była haiku -
pięć zmysłów pięć palców
i siedem przepaści
a serce wielkie jak pałac cesarza
Nigdy nie wymawiała się czyrakami
końcem dniówki lub końcem świata
- zawsze gotowa do usług
jak wachlarz rozłożony
ręką Pana Boga
Johnny kochała gotyk
i swego psa w którego duszę
wierzyła bardziej niż w swoją
- kiedyś chciala popełnić z nim endurę*
bo był jej prawdziwym bratem
ale tak naprawdę Johnny była
sama sobie bratem i żoną
czy może być coś lepszego
niż mężczyzna co stał się kobietą
o zwierzęcych instynktach
i duszy dziecka odpornej
na ideologie i zbyt duże pieniądze
Johnny była królową
bez dwóch zdań
i wszyscy ją kochali
ale czemu poszła w mnichy
i czy to słuszne żeby taka
mieszkała w klasztorze
ojcze Torquemada?


*endura - rytuał,w czasie którego katarzy mogli popełnić
samobójstwo pod wpływem ekstazy, ale tylko ze swoim współbratem.



Rock Me, Amadeus...

Na nas już pora, maestro
- koń krzesze iskry podkową
i szarpie lśniącym powozem
Nad miastem zawisło niebo
czarne jak w Biblii
a stukot kół tonie w śnieżnej zamieci
i biciu zegarów: północ
Wiedeń śpi - tylko w pałacu
trwa orgia białych peruk
czarnych muszek koronkowych dekoltów
i ktoś nieudolnie gra na szpinecie
Świeżą bielą i złotem powleczono
rokokowe nóżki Księcia Pana
- oto przekwita Barok
ostatni moment by umknąć
w mrok i szelest skrzydeł nietoperza
znikających za tarczą księżyca
tam gdzie się kończy tęsknota
i światło kandelabrów
Jedźmy, mój pan czeka na ciebie
i nuty które wytrząsasz tak bezboleśnie
z koronkowych mankietów setkami
(Wiedeń będzie tęsknił
za tobą znacznie później)
Czarny powóz kołysze do snu
- adagio, przyjacielu, adagio -
a na rogatkach diabeł gra na skrzypcach
con tristezza e con dolore*
a skrzypce płaczą z niezrównanym wdziękiem
i tą twoją nie do ukojenia tęsknotą
Szkoda że tego nie słyszysz
... i nie widzisz kobiecej twarzy
pochylonej w mroku starszym o dwa wieki
nad wierszem o tobie i o mnie
którego puenty nie będzie mogła
jednak poznać przed czasem -
pozostawi go więc niedokończonym
jak "Requiem" dla siebie samej, dla nas
i ognia, co nigdy nie gasnie...

*ze smutkiem i z bólem



wiersz o świetle

"Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła."
(Ursula K.LeGuin)

Niewiele wiem o świetle -
jestem mieszkanką nocy
urodziłam się około drugiej
gdy na zimowym niebie
płonęły tajemnicze punkty
w gwiazdozbiorze Ryb
i pewnie dlatego lubię śnieg:
pierwsze światło objawiało mi się
w migotaniu iskier
a także w smudze ulicznych latarń
zapalanych o zmierzchu
w szarej godzinie
między psem a wilkiem
gdy ludzie stają się podwójni
i cienie wypełzają spod arkad
by zawładnąć ziemią
a w półmroku katedry
rozjaśnia się tajemnym blaskiem
najbardziej samotna twarz
zakrzywionego ponoć wszechświata

Niewiele wiem o świetle -
miarkuję o nim z cieni
tańczących na ścianie mej jaskini
każdego dnia na nowo
nazywam swój Cień po imieniu
by uratować się przed nim
i mrokiem który jest we mnie
nieunikniony jak Yin
ciemny ocean bez czasu
nasycony ciepłem jak u Rembrandta
a kiedy weń wnika światło
- drżę bo dotyka mnie Czas
i śmierć czule wypełnia wiecznością
utkaną z niej i ze światła...



Lekcja języka obcego

Urodziłam się na ziemi
pieronów i tyskiego piwa
moin pierwszym językiem
wcale nie był język
ino tak zwany slang
podsłuchany u kum w familokach
Dzięki Gutenbergowi jednak
i telewizorowi marki "Belweder"
opanowałam język mównic i bibliotek
- reszty dokonała ulica
Usiłując pozbyć się resztek
historycznej konieczności
w postaci szczątkowej niemczyzny
uznałam koniecznośc historii współczesnej
co omal nie skończyło się
lekturą "Idioty" w oryginale
ale zaraz potem odkryłam Beatlesów
i gdyby nie zabito Lennona
do tej pory wierzyłabym w wyższość
angielskiego nad martwą laciną
z której pamiętam głównie
różne przysłowia o winie
Był jeszcze po drodze francuski
- ou la la wychodziło najlepiej -
z greki już tylko alfabet by wiedzieć
kto alfą jest kto omegą
Liznąwszy tylu języków wybrałam własny
nie zawsze trzymany za zębami
a rozejrzawszy się wokół
postanowiłam także zostać ekspertem
od rzeczy na których się nie znam
i wybrać skoro już nie pierwszy
to przynajmniej drugi od czasów wieży Babel
najstarszy zawód świata:
nauczyciela języków spośrod których
i tak najbardziej obcym jest ten
w którym mówimy sobie dzień dobry
1988



Łowienie ryb nocą

Całował tajemnicę w same usta
i wcale nie chciał
by opowiedziała mu więcej o sobie
więc całował ją coraz namiętniej
jakby chciał dotrzeć na dno jeziora
w którym dawno temu zatonął
miecz króla Artura
i nie widział że ona także tonie
coraz głębiej w sobie,
w nocy i w nim
i było to jak nocny połów ryb
w jeziorze, którym można
dopłynąć do Avalon

Podgórzyn, 26.10.1994.



Seks jest nudny

Seks jest nudny jak ponury diabeł
Dopiero gdy wyzwalasz mnie
kolejną zdradą - odżywam
i niczym gladiator po walce
zdrapuję lepkość wieczorów
ciężar twych słów zbyt wielkich
jak na tak wątłe uczucie
Lżejsza o patos i rozpacz
biegnę do knajpki na rogu
gdzie już bez skrupułów pochłaniam
największą porcję lodów
opowiadając sobie najbardziej
nieprzyzwoite dowcipy
po czym wybieram się w podróż
dookoła świata
podskakując na jednej nodze

1988



Miejsce bez właściwości

Mieszkam w miejscu
gdzie nic się nie może wydarzyć
Wielkie wojny obchodzą je bokiem
powstania ledwo muskają
nikt tu nie słyszał o zrywach
strajkach i podziemiu
innym niż to na "grubie"
Z ulgą oglądamy na ekranach
tsunami i kolejne erupcje wulkanów
Bóg z gorejącego krzaka
nie trafił tu nigdy -
jest za to kościół
z lokalnym świętym
i pomnikami ku czci
niedużych bohaterów
poległych w zapomnianych sprawach
z przeszłości oraz mały
przytulny cmentarz
gdzie dalej śpią urodzeni tu ludzie
co pomarli wśród swoich bliskich
Głos trąb Sądu Ostatecznego
może tu wcale nie dojść
- kto by tam zresztą tak naprawdę
wierzył w przypowieści z tej
grubej księgi przy ołtarzu,
przed którym zwyczajowo
tłoczymy się co niedziela
Nie ma tu rozwodów ani romansów
tylko spokojne wesela
z porządnym chłopakiem
z sąsiedztwa - dzieci
nieślubnych brak
a wielkie namiętności
zstępują tutaj tylko
w porze seriali
Sąsiedzi hodują kury
i pozdrawiają się przez płot
co rano
.... a te pomruki spod ziemi
to tylko odstrzały węgla
w pobliskiej kopalni -
bo przecież nie gniewne
chrząknięcia Pana Boga?...

14.12.2005.



W okolicach Irlandii

Jedyne godne życie to życie
w samotności: być we własnej
skórze, kreować własny świat."
( Meryl Streep w filmie "Obfitość")

Witajcie w mojej wieży:
Mr.Yeats, Mr.Jeffers;
jesteśmy niedaleko Irlandii
lub gdzieś na skalistym wybrzeżu Pacyfiku
Tuż za miedzą mieszka
pan Bidwell w Owczym Dworze
- nie widziałam go od jakiegoś czasu,
pewnie znów pisze lub czyta
a może też buduje swoją wieżę
chory na ludzi i ich
odrażająco ciepły oddech
Z pełnym szacunkiem
schodzimy sobie ze ścieżek
(Uwaga - nie ma przejścia
Droga ściśle prywatna)
czasem tylko mignie czyjś cień
na polanie Czarnej Wiewiórki za Sadybą
albo świeżo rozłupane kryształy
zwabią oko w Bukowym Gaju
na dowód że ktoś znaczy te miejsca:
muskający sobą wzgórza bogowie
z wierszy Kawafisa
lub przypadkowy zbieracz grzybów

Zza Śnieżnych Kotłów dobiega
szum Morza Irlandzkiego,
słyszy pan, panie Yeats?
Wystarczy wspiąć się na wieżę
Ewy Braun w pensjonacie "Różana"
by gołym okiem dojrzeć
znajome torfowiska, stawy i zieleń
pełną elfów i czterolistnych koniczyn
- dalej kraina głazów i jastrzębi
(to wieża pana Jeffersa,
opuśćmy lornetki)

A oto moja wieża
ma schody do nieba przez Śnieżkę
i tysiąc mostków po drodze
na górskich potokach,
zaś jeden z głazów pulsuje moim oddechem
i pokrywa się kroplami
z każdą moją ekstazą i rozpaczą
i wiem, że przetrwam
dopóki on jest ukryty głęboko
przede mną samą
Podgórzyn,11.09.1994.





[ wstecz | strona główna ]

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, zapisz się na listę:    Imię: E-mail: