 |
Imię Patryk
Nazwisko Chrzan
ur. 1977
Z wykształcenia politolog, z zamiłowania humanista. Zdobywca nagród literackich. Sam mówi: "Ostatnio moją ulubioną tematyką jest przemijanie". Prowadzi stronę internetową:
http://galazkachrzanu.w.interia.pl |
KOMENTARZE CZYTELNIKÓW
[ dodaj swój komentarz ]
|
OPINIE

Poezja, która obserwuje świat i nie roni z niego znaczeń, barw, zapachów, rytmu i muzyki. Poezja, która wierzy i która zachowuje pamięć. Poezja, która jest świadoma. Poezja, która ma energię. Poezja, dla której zawsze jest fragment. Poezja, która próbuje ocalać.
Remigiusz Grzela
|
|
TWÓRCZOŚĆ

domykanie drzwi - maj87
łąka zdawała się wielką emocją, unosząc się
ku szczytom słupów wysokiego napięcia
opadała w poziom drobnych kamyków
wiatr jęczał w uszach nacinany krawędziami traw
pięty nietknięte pumeksem wystawały z sandałów
sukienka nie musiała niczego podkreślać, opadłe ramiączko
wymykało się jeszcze kontekstom, białe paznokcie jaśniały
drobnymi muszlami wśród grudek przesypywanej ziemi
cień nieodległych bloków zajmował nas stopniowo
jak zimne morze, niosąc zapach wilgotnego piasku
doprawiony kwaśną wydzieliną miasta
odległa przeszłość tego miejsca przypominała
jesteśmy stanem przejściowym, nieistniejącym teraz
zajmowanym wciąż przez nowe formy życia
początek dojrzewania oczekiwał za drogą
jak koleżanki z dwuznacznymi uśmiechami
odległa paralela - czerwiec 89
nie chodziło o to, aby mieć rację, ale dla zasady
ulicznych kupców z tej małej egipskiej mieściny
gdzie los rzucił dziadka po klęsce wrześniowej
czyja złotówka bliżej dołka na zadeptanej ziemi?
sprawa nie warta linijki pamiętnika, nie pamiętam
warta żywego języka, emocji pokonujących głód
potem płaszczone kołami wagonów z węglem
zbyt lekkie, aby służyć za przycisk do papieru
wyprawa na daleki wiadukt czyniła bohaterami
może wtedy chińska dziewczynka na urodziny
jadła podwójną porcję ryżu, ciesząc się życiem bardziej
choć nie była chłopcem, miała wystarczająco małe stopy
aby służyć za wzór, a wzory są najważniejsze
czerwcowy dzień rumienił policzki, nad placem
zaprowadzano niebiański spokój, w ustach królował
posmak wedlowskich czekoladek po dniu dziecka
ona nie otwierała szerzej oczu, jeszcze nie mówiła
moczyliśmy wtedy kije nad stawem
widziałem lustro, nie widząc toni
była na wyciagnięcie głosu
miejsce urodzeń, miejsce straceń - marzec 91
nigdy nie rosła tam trawa, wczesnowiosenni
piromani omijali to miejsce jak leprozoria
spalono tu miejscowe czarownice, teraz
strzępy ich włosów jawią się babim latem
oglądaliśmy rosnące mury kościoła, obłoki
świętych przenikające przez rusztowania
zastygające w biblijnych pozach, komunia
z paluszków i oranżady, spowiedź ze słabości
najbliższych tych wstydliwych, zaczynałaś
wierzyć, gdy ja przestawałem, kołysząc się
na wysokim krawężniku jak na równoważni
planowałaś nas z benedyktyńską precyzją
niecierpliwi pod opuszkami palców, byłaś nadzieją
lokalnego klubu pływackiego, zdolną żabkarką
z niespotykaną pojemnością płuc, wiecznie
obolałymi stawami, nie słyszałem o tobie
nastoletni piromani podpalili zrujnowany kiosk
gdzie przebierałaś w kolorowych gumkach do włosów
ich strzępy jawią mi się babim latem
Amelia - trwanie
zimno, zmysły schładzane
jak kawał żelaza podczas kucia
nawet paznokcie nie rosną
nie ma się do czego przyczepić
w dziurce od klucza zgrzyt
daleki jak przesuwanych
kontynentów, kontenerów na śmieci
pociągniemy ten wózek do kolejnej dekady
z komputerami kwantowymi
telepatią w każdym domu
na ekranie facet z chomikiem w kieszeni
podgląda nastolatkę z biustem 75D
jakie to nienaturalne- mówisz
wychodząc po angielsku na herbatę
zdania są podzielone, mieszkanie wspólne
czekam na wypowiedzenie
kilku zdań złożonych
przekazy podprogowe
Maggie O Connell
piszesz w mailu pachnącym światłowodem
że nie masz wody i masz mało światła
stoki nasłonecznione są od zachodu
na wschodzie wiszą rdzewiejące gwiazdy
a wodę włączają niezależnie od potrzeb
przecież wiesz o tym doskonale, tak samo
jak konsekwentne chodzenie z mokrą głową
powoduje coś znacznie więcej niż katar
ale z uporem wychylasz się na północ
wyczekując zmian, które nie nadchodzą
aż podwójna linia ciągła staje się przerywana
można wyprzedzać i rozpuścić włos na wietrze
zakrzywiamy przestrzeń tworząc doskonałe
obłędne koła od których skrzypi kora mózgowa
jak w diabelskim młynie, niewskazane aureole
nasze linie życia to różne wykresy sinusa
zderzenia fal dla których non possumus
jest zakazem obalonego dyktatora
przed nami jeszcze pięć minut
które wstrząsną światami
w obu częściach klepsydry
za nami kolejny list elektroniczny
nacechowany nieuporządkowanym
ruchem elektronów
zbliżenie bliskiego zasięgu
Człowiek woli patrzeć przez dziurkę od klucza, niż przez lunetę
Karl Farkas
dzielnica oglądana przez pryzmat okopconego szkiełka
nie zmienia się na gorsze, powietrze porysowane
jak okna w tramwajach, oddycha niczym
siedemdziesięciolatka objuczona torbami
o zmarszczkach głębszych niż konstruowane myśli
krajobraz jak potłuczona butelka, nieudolnie
poskładany Frankenstein- przeraża, ale raczej
nie pożąda miłości, ona jest teraz zbyt trudna
lokalnie zamelinowane bóstwo chadza w garniturze
i z czarną teczką, nic nie mówi o pokorze i grzeszeniu
podczas udzielanych nauk podkreśla tylko wolną wolę
ty w tym pryzmacie wciąż jesteś taka staroświecka
nawet gdy nie pijesz herbaty z fajansowej
filiżanki i nie wysuwasz na bok małego palca
skórę masz przyciemnioną, jakby uwędzoną w dymie
osiedlowych knajp, których nazw nawet nie znasz
i wcale nie jesteś inna, jesteś irytująco taka sama
nie zasłaniaj okna jak cnotliwa panna
pozwól się oparzyć patrzeniem na przemijanie
gdy przykładam do warg dłonie czerwone od
zgniecionych wiśni, myślimy o tym samym
(spokojnie patrzę w słońce)
|
|